Menu

niedziela, 21 maja 2017

Siedem grzechów

Dziewczyny z Almost Paradise zaprosiły mnie do zabawy, którą zorganizowały na swoim blogu. Nazywa się ona “7 PODRÓŻNICZYCH GRZECHÓW GŁÓWNYCH” i polega na opisaniu swoich historii. Każda osoba, która podróżuje - zawodowo, bądź z zamiłowania może wziąć udział w takiej zabawie. Tak więc czas na mnie. Katarzyna i Keczup dzięki za zaproszenie i motywacje do pisania.   



wtorek, 9 maja 2017

Nieśmiała góra Fudżi


Trochę mniej niż sto kilometrów od Tokio znajduje się góra Fudżi (Fujisan/富士山). Jest to najwyższy szczyt Japonii (3776 m n.p.m.), który jest również wulkanem. Dla Japończyków jest to święta góra, która jednocześnie była, jest i będzie inspiracją dla artystów. Również w ogrodach japońskich można ujrzeć miniaturowy wulkan Fudżi. Samą górę można dostrzec z Tokio, jednak, aby podziwiać jej piękno najlepiej wybrać się trochę bliżej. Tu mamy kilka opcji. Zdecydowanie najbliższą z nich jest po prostu wspinaczka - jednak trzeba pamiętać, że możemy to zrobić jedynie latem przez dwa miesiące (lipiec i sierpień). Wtedy jednak trudno jest podziwiać piękno góry w całej okazałości, za to można cieszyć się niesamowitym widokiem z niej. Dla najlepszego widoku na Fudżi warto wybrać się do kilku miejsc. Do wyboru mamy Region Pięciu Jezior Fudżi (富士五湖), miasta takie jak: Shizuoka (静岡市), Hakone (箱根), różne wioski, np. Oshino Hakkai (忍野八海), plażę Miho (三保) i wiele innych miejsc dookoła góry w tym gorące źródła (Onsen 温泉). Największy szczyt Japonii najpiękniej prezentuje się w towarzystwie jezior oraz pagody Chureito 忠霊塔 (w mieście Fujiyoshida/富士吉田市). 


Widok na Fudżi z regionu Pięciu Jezior (źródło: https://alljapantours.com)

wtorek, 21 marca 2017

Widok na Tokio

Istnieje taka sprytna mapka Tokyo Metro Guide. Jest ona dostępna w każdej informacji turystycznej. Poza mapą metra, ma również do zaoferowania kilka planów zwiedzania. Początkowo miałem w zamiarze skorzystać z jednego z nich. Ponieważ widziałem już część z atrakcji podczas poprzedniego pobytu w stolicy Japonii, a byłem spragniony nowych, musiałem zmodyfikować proponowaną ofertę. Idealnie nadała się do tego bardzo uproszczona mapka Tokio. Umieszczono na niej sporo ciekawych miejsc.  Ciężko było stwierdzić, jakie były realne odległość między każdym miejscem. Mapa nie miała żadnej skali, w zasadzie był to tylko bardzo prosty obrazek.  Na szczęście posiadała najważniejszą rzecz, a mianowicie nazwy stacji metra. Miałem ze sobą bilet 72 godzinny, który czekał tylko na wykorzystanie. 

Przewodnik z mapką - przydatna rzecz dla zwiedzających 

poniedziałek, 13 marca 2017

Ueno - Tokio [JAPONIA]

Do Tokio przybyłem bardzo wcześnie. Była piąta rano, miasto budziło się do życia, a ja szukałem adresu mojego hotelu kapsułkowego. Po kilku konwersacjach z miejscowymi ludźmi, w końcu udało mi się go zlokalizować. Niestety, było stanowczo za wcześnie, aby moja kapsuła była zwolniona po poprzedniku. Mogłem się zameldować dopiero od godziny dwunastej. Nie chciałem stresować Japończyków, którzy bardzo przejmowali się tym, co ja ze sobą pocznę - wszak do 12:00 zostało jeszcze sporo czasu. Uprzejmie poprosiłem obsługę o zaopiekowanie się moim bagażem i zapewniłem, że zorganizuję sobie czas.

Park Ueno 

środa, 8 marca 2017

Pierwsze kroki w Tokio [JAPONIA]

Tokio jest jednym z moich ulubionych. Aby je poznać trzeba mieć naprawdę sporo czasu. Ja miałem szczęście być tam już dwa razy. Niestety, dla mnie, osoby zakochanej w Japonii od dawna, po studiach japonistycznych, to wciąż za mało. Zaryzykowałbym jednak stwierdzeniem, że nawet osoby, które nigdy nie interesowały się Dalekim Wschodem oraz Krajem Wschodzącego Słońca, nie będą nudzić się w Tokio. Jest to miejsce gdzie każdy znajdzie coś dla siebie - miłośnicy ogrodów, architektury, technologii, pociągów, historii, jedzenia itd. Problem jednak pojawia się gdy chcemy zaplanować podróż do Tokio. Przecież tyle razy słyszeliśmy jak drogie jest to miasto, że Japończycy nie mówią po angielsku, do tego nie jest realnym przeczytanie czegokolwiek przez wszechobecne krzaki... Postanowiłem więc opisać trochę To miasto, aby przybliżyć wam jak to tak na prawdę wygląda (w moich oczach). 

Widok z wieży tokijskiego ratusza. 

czwartek, 23 lutego 2017

Garnek na chodniku - ulice Sajgonu [WIETNAM]

Codzienność na ulicach w Sajgonie to przede wszystkim harmider. Zewsząt słychać ryk motorów i skuterów... Zresztą nie tylko słychać - trudno nie zauważyć rzeki dwukołowych pojazdów. Poruszają się one w niemalym chosie, a jednak w miarę funkcjonują. Trzeba pamiętać, że chodnik nie jest dla pieszych, a dla tych kierowców motorków, którzy nie chcą stać na czerwonym świetle, lub w korku. Nie ma w tym nic dziwnego, gdy nerwowo trąbią na przechodniów, aby ci się łaskawie usuneli... Wszakże jak oni śmią poruszać się po chodnikach?  Zdecydowanie lepiej przemieszczać się na dwóch kołach. Wszelkie taksówki, autobusy i większe pojazdy przemierzają gigantyczne odległości w ślimaczym tępie. Kierowcy muszą być ostrożni, co chwilę przecież jakiś motorzysta może zajechać im drogę, lub jakiś człowiek wyskoczyć znienacka na ulice. Miszmasz jest tak wielki, że każdy musi trzymać się wciąż na baczności.

Liczba motorków jest niesamowita




czwartek, 16 lutego 2017

HEY MISTER - MASADŹI !!! [WIETNAM]

Większość atrakcji oferowanych przez Mui Ne było już za mną, dlatego maiłem sporo czasu na lenistwo. Poranne spacery wzdłuż morza, śniadania wietnamskie, pływanie, opalanie się, czytanie książek, obiadki w rosyjskich  knajpkach. Czas mijał wyjątkowo przyjemnie. Nie ma co jednak za długo siedzieć na dupie kiedy jeszcze nie wszystko zwiedzone. Ostatnim punktem jaki chciałem zobaczyć były Żółte Piaski (zwane też Czerwonymi - choć ich kolor wydaje się byś bardziej miodowy). Mijałem je na motorze w drodze do białych wydm. Były one stosunkowo blisko, ale za daleko by iść tam na pieszo. Motor odpada. Prawdopodobnie drugi raz nie uniknąłbym mandatu za jazdę bez prawa jazdy na motorze. Pozastałymi opcjami jakie miałem były rower (ale te wszystkie do wynajęcia były tak pordzewiałe, że jazda na którymś z nich równałaby się śmierci), miejscowi naciągacze na motorach, taksówka lub autobus miejski. Postanowiłem wybrać tą ostatnią.

Zapisałem sobie nazwę miejsca do którego chciałem dojechać i poszedłem szukać przystanku. Nie rzucają się one w oczy. Mała tabliczka pośród wielu innych może umknąć uwadze. Nie było też żadnych zatoczek i rozkładu jazdy. Była natomiast wypisana trasa, niestety nie mówiło mi to za wiele. Cierpliwie stałem i czekałem, aż jakiś autobus lub bus będzie jechać. W międzyczasie znowu poczułem się jak wielka kupa do której ciągną muchy. Nie mogłem się odpędzić od nachalnych kierowców na motorkach, którzy zatrzymywali się co chwilę z propozycją podwózki za “drobną” opłatą. Dzielnie wytrwałem, nie tracąc przy tym dobrego humoru. Podjechał niewielki autobus, w zasadzie to bus. Wsiadłem i nie żałowałem.  W każdym z busów jest ktoś, kto sprzedaje bilety - taki konduktor. U mnie była to bardzo miła pani. Pokazałem jej nazwę miejsca do którego chciałem dojechać, poprosiła niewielką sumę pieniędzy i wręczyła mi bilet.

Mimo sporej ilości Rosjan i Ukraińców mieszkających w Mui Ne, byłem w autobusie raczej ciekawostką. Prawdopodobnie biali ludzie rzadko jeżdżą tutaj komunikacją miejską, stąd też reakcja mieszczuchów. Wszyscy przyjaźnie się uśmiechali, wyglądali zwyczajnie i to mi się podobało.


Wnętrze autobusu miejskiego